niedziela , Wrzesień 22 2019
Strona główna / MOTO Lifestyle / Ludzie / One Man Army Detailing – Grzegorz Maciaszek. Pionier auto-detailingu w Trójmieście?
Fot. archiwum Grzegorza Maciaszek

One Man Army Detailing – Grzegorz Maciaszek. Pionier auto-detailingu w Trójmieście?

Fot. archiwum Grzegorza Maciaszek
Fot. archiwum Grzegorza Maciaszek

Detailing. Ten termin zagościł w świadomości miłośników czterech kółek już na dobre. Detailingu szuka coraz więcej ludzi i nie są to wyłącznie posiadacze aut nowych i drogich. O tym czym jest detailing, jak to pojęcie funkcjonuje w świadomości klientów i jak to jest być detailerem w Trójmieście opowie nam Grzegorz Maciaszek, znany szerzej pod marką One Man Army Detailing.

Część z nas już Cię zna, jak i wie jak wyglądała Twoja dotychczasowa kariera, ale jakbyś mógł to przybliżyć wszystkim…

– Zaczęło się od hobby, od chęci posiadania czystego auta. Od szukania coraz to lepszych kosmetyków i czyszczenia oraz nabłyszczania wszystkiego, co się tylko dało. No, może z wyjątkiem deski rozdzielczej. Potem, jak to zwykle bywa, efekty przestały mi wystarczać. Lakier miał być gładszy i bez tych wszechobecnych kolistych rysek. Pojawiła się więc pierwsza maszyna polerska i pierwsze eksperymenty. A kiedy udało mi się w wyniku nabytych doświadczeń zaprezentować kolegom naprawdę dobrze wyglądający pojazd, ktoś zapytał czy nie chciałbym zrobić czegoś podobnego z jego pojazdem. Stwierdziłem, że chyba już potrafię. Pierwsze „weekendowe” zlecenia zacząłem przyjmować jakieś dziesięć lat temu, już dokładnie nie pamiętam. Oznaczało to pracę na akord przed dwa-trzy dni do nocy. A w Poniedziałek do pracy.

Nie chciałeś spróbować swoich sił w detailingu już wtedy? Przecież już miałeś klientów i byłeś znany na lokalnej scenie.

– A gdzie tam, ja zwyczajnie nie wierzyłem, że z tego można w Polsce żyć. Patrzyłem na powstające pierwsze duże studia i nie widziałem się jako ich konkurencja. Poza tym uważałem, że etat to bezpieczeństwo.

No to co się zmieniło, że się zdecydowałeś?

Fot. archiwum Grzegorza Maciaszek
Fot. archiwum Grzegorza Maciaszek

– Etat przestał w moich oczach być bezpieczny. Zmieniłem pracę i trafiłem już ciut gorzej. Nie mogłem zagrzać nigdzie miejsca, zawsze trafiałem na jakieś zmiany, których stawałem się ofiarą. Podkopywało to moją pewność siebie i, naturalnie, budżet. W końcu, przy kolejnym pożegnaniu z pracodawcą, uznałem, że kolejna rozmowa kwalifikacyjna skończy się taką kumulacją frustracji, że komuś wygarnę. Uznałem, że czas spróbować sił w detailingu. Zainwestowałem w rozszerzenie arsenału sprzętu i chemii, bo coś już przecież miałem. Założyłem profil firmowy na facebooku a niedługo potem wystąpiłem o dotację, którą dostałem. Klienci zaś dopisali niesamowicie i to z miejsca. Potwierdziły się tym samym rady dobrych ludzi, bym w końcu zaczął wierzyć w siebie.

I tak po prostu się rozkręciło?

– Nie wiem czy po prostu, ale poszło bardzo sprawnie, bo ludzie już mnie znali i mi ufali. Dostałem też potężnego kopa motywacyjnego gdy trochę później poznałem moją obecną narzeczoną. Pomyślałem wtedy, że rozwinąć się tak, by zapewnić stabilny byt rodzinie, to by było coś pięknego.

Czyli wcześniej chciało Ci się jakby mniej? (uśmiech)

Nie, skąd. Zawsze mi się chciało, na każdym etapie tej drogi i to się nie zmienia. Nadal sporą rolę w mojej motywacji odgrywa chęć samodoskonalenia i dążenie do jak najlepszego wykonania swojej pracy. Ale gdy jesteś zaangażowany w związek, chcesz przychylić swoim bliskim nieba i zadbać o nich. Praca jest środkiem do tego celu. Zarabianie dla zarabiania to nie dla mnie, potrzebuję celu, takiego wyższego.

Fot. archiwum Grzegorza Maciaszek
Fot. archiwum Grzegorza Maciaszek

To taka raczej osobista motywacja.

– Jasne, jestem człowiekiem, nie firmą. Motywuje mnie to samo, co choćby Ciebie czy moich klientów. Klienci chcą i lubią widzieć człowieka po drugiej stronie, to mnie uwiarygodnia i buduje dobre relacje, naturalne i trwałe, bo są niewymuszone i szczere. Obsługuję tak,  jak sam chcę być obsługiwany i mówię w sposób, w jaki chciałbym, by mówiono do mnie. Ludzie przywiązują dziś często za dużą wagę do statusu, a koniec końców wszyscy jesteśmy ludźmi, a że za jednym stoi etat a za drugim firma, to już jest detal. Ja zawsze szukam człowieka, z firmą nie pogadasz.

Pokazałeś, że dobrą robotę można robić w niekoniecznie modelowych warunkach.

– Jasne, po co mi ekspres do kawy, podświetlane gablotki i skórzana sofa w potężnym studio na X stanowisk, gdy pojazd wyjeżdża nie zrobiony jak należy. Ale cieszyłbym się mogąc podjąć klienta godnie w swoich progach nadal robiąc swoje jak najlepiej. Wystrój studia nie gwarantuje dobrej jakości detailingu, tym gwarantem jestem i będę ja, gdziekolwiek się znajdę. A gdzie wyląduję, to się zobaczy. Ale wiesz, broniąc trochę mojego lokalu zwracam uwagę na to jak łatwo mi go dogrzać, schłodzić, obniżyć czy podnieść wilgotność a przede wszystkim utrzymać w sterylnej czystości niezależnie od warunków na zewnątrz. A wierz mi, o wielu dużych obiektach, w których robi się detailing, tego nie powiesz. Warunki pracy są kluczowe, jak są nieodpowiednie to nie położysz wosku, nie wytrzesz pasty, nie zaaplikujesz powłoki i nie okleisz folią. To znaczy zrobisz to w końcu, ale nie będzie to zrobione dobrze.

Fot. archiwum Grzegorza Maciaszek
Fot. archiwum Grzegorza Maciaszek

Czego nauczył bądź uczy Cię detailing?

– Pokory. Tego, że nie można niczego zakładać z góry. Na przykład, że konkretna marka ma zawsze miękki lakier, więc zawsze powinno się go robić tak samo. Aż tu nagle trafia do ciebie fabryczne auto owej marki i okazuje się, że lakier jest zupełnie inny. I należy potraktować go innymi metodami. To nie powinno mieć miejsca, ale czasami ma. Najgorsze w pracy detailera jest powiedzieć sobie, że już się wszystko wie. To jest wstęp do równania w dół. Pycha odrywa od rzeczywistości, a w konsekwencji gubi.

Jak dziś wygląda rynek detailingu w Trójmieście?

– Nie zaliczam się do tych, co obserwują go z wypiekami na twarzy, nie mam takiej natury. Ale wiadomo, to mały świat, więc coś tam wiem. Myjnie chcą dziś być detailerami, więc tak też zaczynają się reklamować i rozszerzają zakres usług. Czasami z powodzeniem, czasami jest to jakościowa katastrofa. Rotacja na rynku jest spora, do piętnastu firm otwiera się wraz z początkiem sezonu, mniej więcej tyle samo zamyka się zimą. Nie wystarczy pojawić się znikąd i „przebojem” wejść na rynek. Klienci mają już swoje doświadczenia, oczekiwania i porównanie. Rynek też ma swoją pojemność i jesteśmy już raczej przy jej granicy. Nie są to też już te czasy, że o wszystkim decyduje cena. Chociaż i usługa za pół darmo ma swojego amatora. Mniejsza o jej jakość, jak było tanio, to mniej się widzi.

No właśnie, cena, jak wygląda konkurowanie nią?

– Oj, czasem bardzo ostro. Są tacy, co robią co mogą by dowiedzieć się na czym pracujesz, a gdy już wiedzą, kupują kontener stuffu i oferują potem usługę za pół twojej ceny. Sam bym na to nie wpadł. A jak widzą, że pracujesz na czymś nowym, zaczynają szukać informacji co to takiego by to znów kupić i spuścić 50% z ceny.

To Cię martwi?

61384758_2250433488366441_9166227256463327232_o– Nie, to oni powinni się martwić. Mam klientów, bo nie zmieniam się jak chorągiewka, bo wiem jak np. położyć powłokę by cieszyła oko w każdym świetle i siedziała dłużej niż dobry wosk. A okazuje się, że to nie jest takie powszechne. Trochę jak z pizzą. Niby prosty placek, a smakuje dobrze tylko w kilku miejscach w mieście. Cena ma swoje uzasadnienie i mój klient o tym wie. Jak ktoś chce taniej, wie gdzie jechać. Czy będzie zadowolony? Życzę mu tego, a do mnie zaraz zadzwoni kolejny klient. I tak to się kręci, każdy ma swojego klienta, „oni” i ja. Rynek nas weryfikuje, więc czy przetrwamy zależy właśnie od klientów. Ja trwam i jestem za to wdzięczny.

Czyli jesteś nieprzejednany, rabatu nie dasz, o cenie nie porozmawiasz?

– Oj, bez przesady. Wyznaję zasadę 100% jakości za 100% ceny, ale nie znaczy to, że nie jestem elastyczny. Moi stali klienci o tym wiedzą i nie tylko ci stali. Poza tym każdy, kto bierze większy pakiet, dostaje coś gratis. I nie mam tu na myśli choinki Wunder Baum. Ja po prostu nie robię akcji, że na dzień dobry zdejmuję 30% ceny. Co zatem mam zrobić za drugim razem? Jeszcze 10%? Idąc tym tropem zaraz zacznę obracać się na granicy opłacalności, a chyba każdy zdaje sobie sprawę, że musi wpłynąć na motywację, a finalnie i na jakość pracy. Koszty pracy nie maleją, do czego więc ma doprowadzić nieustanne obniżanie zarobku? To droga do frustrującego końca zabawy. Znam sporo takich przypadków wśród mojej konkurencji. Ugięli się, sporo zeszli z ceny i zrobili robotę byle jak. Czasem się nie wydało, ale kilka razy tak. Reputację budujesz latami, a tracisz ją raz. Warto?

Coś jeszcze w temacie zachowań konkurencji?

Szczęśliwie obracam się poza głównym nurtem wojny i hejtu, ale im lepiej i dłużej działam, tym więcej we mnie trafia, albo raczej usiłuje trafić. Poza wspomnianym szpiegowaniem i kopiowaniem spotykam się z praktyką oczerniania, na szczęście takiego delikatnego. Mój konkurent czasem nie ogranicza się do argumentu „polecam swoje usługi, bo…” a idzie w stronę „nie polecam OMAD, bo…”, co jest naganną praktyką, nie odwzajemniam takiego zachowania. Sporo klientów ma awersję do takiego marketingu i nie raz wybrali mnie właśnie z tego powodu. Jeden z tych klientów to obecnie mój przyjaciel, z którym współpracuję też biznesowo. Nie poznalibyśmy się, gdyby konkurencja nie popchnęła go w moją stronę. Warto więc mieć świadomość konsekwencji swoich działań i być ciut bardziej eleganckim w walce o klienta. Ale wiesz jak jest, ostatecznie każdy będzie wiedział swoje i zrobi tak, jak uważa za stosowne. I dobrze, potem pretensje może mieć wyłącznie do siebie.

Walka to mocne słowo.

Fot. archiwum Grzegorza Maciaszek
Fot. archiwum Grzegorza Maciaszek

– Ale nie zaprzeczysz że trafnie obrazuje to, co się dzieje. Czarny PR, włamania na strony, fałszywe negatywy na google, dumping, oczernianie. Ja, kiedy widzę takie akcje, od razu wrzucam wsteczny. Jak klient mówi mi, że gdzieś ma 40% taniej, to mu doradzam, żeby brał tą ofertę. Jak dostaję jakieś rewelacje na swój temat, kiwam tylko głową. A gdy jestem prowokowany by rozgadać się na temat konkurencji, to ucinam temat. Nie muszę przecież brać w tym udziału, prawda?

Co Ci się zarzuca w takiej „walce”?

Nie ma realnych tematów o które można by się do mnie przyczepić, bo na to pracuję. Konkurencja sięga więc po prawdziwe „armaty”. Np to, że gdzieś w necie zadałem komuś pytanie jak coś zrobić, co miało sugerować, że się nie znam i muszę pytać. Dla mnie wymiana informacji z kolegami z branży i zbieranie nowych, często istotnych informacji, to ciągły proces i rzecz oczywista. Stawianie równości między „jak to robisz”, a „nie umiem” prosi się o gromki śmiech. Kiedyś ktoś powiedział moim klientom, że jestem tani, bo działam w szarej strefie. To już mnie wkurzyło. Po pierwsze jestem legalnie działającym przedsiębiorcą, a po drugie, to ja mam drożej. Przyszło co do czego, to podczas konfrontacji konkurencja udawała, że nie wie o co chodzi. Klienci jednak tak się zrazili, że więcej tam nie pojechali. A były to trzy osoby. Co jest smutne, to fakt, że konkurencja neguje, że ma konkurencję. Klient ma przecież prawo pojechać gdzie indziej. A nam nie wolno biec za nim, szarpać go za płaszcz i pytać „ale dlaczego?”. Godność to podstawa, jeszcze nie raz nie zarobimy, jeszcze nie raz stracimy klienta, czasem wróci, a czasem nie. Tak to już jest i szarpanie się z tym jest bezcelowe.

Jest coś, co szczególnie Cię irytuje w rynku detailerskim w Polsce?

– Robienie z klienta idioty. Taki przerost marketingu nad rzeczywistością, by za wszelką cenę zarobić. Klient słyszy, że dana powłoka jest najlepsza. I już, koniec. A czegoś takiego nie ma, wiesz? Jest zbyt wiele zmiennych. Ale jakby się powiedziało klientowi „połóżmy cokolwiek przyzwoitego, to i tak poleży kilka lat jeśli pan zadba” już nie ma tej magicznej otoczki. Już nie jesteśmy jedyni, ekskluzywni i najlepsi. Zapominamy, że powinniśmy być po prostu dobrzy. I rzetelni, klient kiedyś sprawdzi nasz blef i głupio będzie, jak to wyjdzie. Doszło do tego, że wielu detailerów boi się, że jak nie obieca klientowi cud-powłoki robiącej wszystko, to nie sprzedadzą usługi. Nie dopuszczają do siebie myśli by powiedzieć prawdę i dać klientowi szansę na świadomy wybór. Ale tak to już bywa gdy wykorzystuje się to, że część ludzi chce wierzyć w kity typu Passat B5 z autentycznym przebiegiem 120tyś. km. Ta chęć wiary w cuda przekłada się też na detailing. Dalej mamy wykorzystywanie swojego autorytetu by przekazać nieprawdę. Dystrybutor lamp firmy X mówi mi, że firma Y robi kiepskie lampy, bo „w nich czasem nie widać wszystkiego”. Potem widzę, że został już dystrybutorem również lamp Y. Co mam myśleć? Czyżby już poprawili i teraz świecą dobrze? Nie, po prostu dostał dobry kontakt, zobaczył, że zarobi i sprzedaje. A ze mnie chciał zrobić idiotę. Kolejna sprawa to stawianie się w roli bóstwa. Roztoczenie takiej aury nad naszą profesją, że klient klęka z wrażenia. Wtedy można powiedzieć wszystko. Na przykład że powłokowanie trwa tydzień. A że auto trafia pod płot na cztery dni to szczegół. Powinniśmy być bliżej ludzi i traktować ich z szacunkiem, a nie grać na ich niewiedzy. Między sobą zaś powinniśmy się wykazywać koleżeństwem. Ale to są pobożne życzenia, przynajmniej często. Bo są też na tym rynku świetni detailerzy, rzetelni fachowcy i prawdziwi koledzy.

Fot. archiwum Grzegorza Maciaszek
Fot. archiwum Grzegorza Maciaszek

W Twoim odczuciu klientem na tym rynku się manipuluje?

Jasne, że tak i to bardzo często. Ale to bardzo krótkowzroczne i aroganckie nie doceniać inteligencji klienta. Uważny klient dostrzeże, że detailer często zmienia produkt i za każdym razem ten nowy jest „najlepszy”. Tak jak poprzedni i jeszcze poprzedni, za każdym razem tak to było komunikowane. No i ktoś w końcu wyciągnie wnioski, że to tylko takie gadanie. Nie zrozum mnie źle, czasami odkrywa się coś lepszego, to naturalne. Czasami też nagle coś się zmienia w produkcie na którym pracujesz i zaczyna on cię rozczarowywać, to też się zdarza. Ale jeśli każdy produkt, jaki kiedykolwiek miałeś był lepszy niż wszystko inne, i tak X razy, to aż się prosi by zapytać dlaczego już go nie oferujesz. Nie wspomnę już o banialukach typu odporność powłoki ceramicznej na odpryski, rysowanie szczotką drucianą, szkody komunikacyjne i co tylko sobie zamarzysz. Z powłoki robi się zbroję, przez którą nic się nie przebije. To już nawet nie manipulacja, to jest ordynarny skok na kasę klienta.

Bzdura roku jaką usłyszałeś to…?

Uwierzysz, że pewien prominentny detailer będący też dystrybutorem pewnej marki uraczył mnie rewelacją, że jak podczas aplikacji powłoki przesunę aplikatorem w górę panelu zamiast w dół, to woda będzie z tego panelu uciekać w górę, czyli wbrew wszelkim prawidłom? Usłyszałem już wiele niesamowitych historii, ale ta nadal dzielnie trzyma się na szczycie.

A jak detaling jest postrzegany przez klienta i przez samego detailera?

– Klient wtajemniczony ma świadomość, że to są często złożone i skomplikowane procesy a niewiedza i samowolka mogą w pozornie prostych czynnościach przynieść realne ryzyko zniszczenia mienia klienta. Taki klient wie za co płaci i ma do nas zaufanie. Klient nie wtajemniczony, nie rozumie dlaczego ma zapłacić „tysiaka” za mycie. A to, że to nie jest tylko mycie, to już do niego nie dociera. Jeżeli więc nie zechce się dowiedzieć, detailing będzie dla niego niczym innym jak wyrzucaniem kasy w błoto, a nas będzie postrzegał jako naciągaczy. Co do detailerów, to podchodzimy do tego różnie. Znam podejście, gdzie każda większa robota jest określana mianem projektu. Nie zgadzam się, my nie tworzymy czegoś nowego, czegoś od zera. My pracujemy z tym, co nam dano. Naprawiamy, poprawiamy, przeprowadzamy renowację. Projekty są domeną architektów czy inżynierów. My jesteśmy rzemieślnikami, co nam przecież nie umniejsza. Osobiście nie lubię podnoszenia detailingu do rangi czarów czy fizyki kwantowej, to trochę takie mydlenie oczu i kreowanie otoczki. Detailing jest wystarczająco wymagający i skomplikowany będąc tym, czym w rzeczywistości jest. Zbiorem procesów mających na celu cofnąć efekty zużycia na powierzchniach pojazdu. Zabezpieczaniem, pielęgnacją, renowacją, oczyszczaniem. I już. To mało?

Jak Twoim zdaniem będzie się rozwijał detailing w kraju i w mieście w najbliższych latach?

– Jak dotychczas. Nadal będzie napływ świeżej krwi, niezmiennie będzie też odpływ, to nieuniknione, to nie jest łatwy rynek. Metodą prób i błędów wprowadzane będą nowe metody naprawcze i renowacyjne, jedne się przyjmą, inne nie. Zadecydują testy tych metod, cena i jakość dystrybucji.  Nie podążymy raczej za zachodem wypierając powłoki na rzecz folii, bo rodzimego klienta jednak mocniej ograniczają pieniądze. Mam tylko nadzieję, że nowe powłoki rodem z Chin czy Aliexpress przestaną wlatywać nam drzwiami i oknami reklamowane przez nowych dystrybutorów jako rewolucyjne produkty dostępne dla najlepszych. Już teraz jest takie zamieszanie, że klient nie wie często co robić. Nadal będą modne szkolenia. Część z nich jest rzetelna, część to kilkudziesięcioosobowe zloty trwające osiem godzin wliczając w to półtoragodzinną sumę przerw na lunch i kawę. Jednym słowem, wszystkie pozytywne i negatywne aspekty rozwoju rynku i mody na detailing nadal będą występowały bez większych zmian. Ludzie nadal będą chcieli dbać o auta, a ich oczekiwania i świadomość będą rosły. I to jest, moim zdaniem, bardzo pozytywne i motywujące dla każdego prawdziwego detailera.

A co w najbliższej przyszłości czeka One Man Army Detailing?

– Nadal będę brał każde zlecenie, jeśli tylko klient ma realne oczekiwania, a ja sam widzę zasadność podejmowania działań. Nie ma tu znaczenia wiek czy klasa pojazdu. Nadal będę miał frajdę z tego, co robię i tą frajdą będę Was zarażał z każdą nową relacją na facebooku. Zaplanowane mam nowe szkolenia i warsztaty by umieć więcej i robić to, co robię lepiej. Szykują się też wyjątkowe pojazdy, które niebawem mają do mnie trafić. A jeśli uda się zrealizować naprawdę potężne marzenie, to wyskoczę z tą niespodzianką i będzie masa radochy dla wszystkich.

Skomentuj

komentarzy

Zobacz również

Profesjonalne kosmetyki samochodowe od Picuj.pl kupisz w Centrum Handlowym Riwiera

Auto-detailing to jedna z najszybciej rozwijających się kategorii usług w branży motoryzacyjnej. Przybywa coraz więcej ...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.